King Diamond – Give Me Your Soul…Please…15 lat później
15 lat!!!
15 lat!!! Właśnie tyle czasu minęło od premiery Give Me Your Soul…Please, czyli ostatniego albumu studyjnego, jaki wydał King Diamond.

Trudno w to uwierzyć, ale byłem wtedy w szóstej klasie szkoły podstawowej, kiedy wychodziła, istniał jeszcze portal Grono.net i doskonale pamiętam jak katowałem ją i teledysk do tytułowego utworu (a teledyski u Kinga to rzadkość).
Początkowo wielu ją nie doceniało, mimo iż otwierający album Never Ending Hill był nominowany do Grammy, bo faktycznie na tle pozostałych brzmi inaczej, bardziej nowocześnie, ale ja ją pokochałem, mimo iż też nie wszystko mi w niej odpowiadało (głównie większa rola Livii i normalnego, aczkolwiek zmanierowanego wokalu Kinga, kosztem falsetów, choć przyznaję było ich więcej niż na The Puppet Master). Jednak szybko awansowała do grona moich ulubionych płyt Króla, a na pewno jest w top 3 jeśli chodzi o warstwę instrumentalną. Drugiej płyty z tyloma melodyjnymi solówkami King w swojej dyskografii nie ma ![]()
PROMOCJA PŁYTY I PRZYSZŁOŚĆ ZESPOŁU
Szkoda tylko, że od tamtego czasu King jest coraz mniej płodnym twórcą. Oczywiście wpływ na to miały jego problemy z sercem, przez co Give Me Your Soul nie miało promującej trasy, ale już w 2007 angażował się w gościnne występy, a potem kiedy sytuacja ze zdrowiem się ustabilizowała to zaczął objazdówkę z największymi hitami i 2-3 utworami z tej płyty, oraz Abigail co trwa do dziś.
Dlatego do 2019 r. byłem wręcz pewien, że jego dwunasta płyta solowa będzie ostatnią. Jednak zapowiedział prace nad The Institute…które trwają do dziś i końca nie widać, za to są ciągłe opóźnienia, podczas gdy chociażby taki Ozzy Osbourne czasu nie marnuje i wykorzystuje go kreatywnie, dlatego w dwa lata wyda dwa albumy, a tymczasem Kinga jedyne na co było stać to jeden singiel i krótki, wręcz niezauważalny występ gościnny u Hammerfalla. No, ale nadal czekam zapętlając po raz enty Give Me Your Soul, bo zwłaszcza nocą ma niesamowity klimat.