The Last of Us (HBO) – 8 odcinek oczami fana gry
The Last of Us dobiega końca, więc nic dziwnego, że serial stara się przyśpieszyć tempo akcji i podbić zainteresowanie widzów. 8 odcinek przyciągnął ponad 8 milionów widzów, więc warto się zastanowić dlaczego.
Zima zawitała do The Last of Us
Najnowszy odcinek jest prawdopodobnie najbardziej wyczekiwanym przez wszystkich widzów. Jest to zasługa wydarzeń, które zostały zapoczątkowane w szóstym epizodzie, a poprzedni jedynie do nich nawiązał. Oznacza to, że na odpowiedź na pytanie – czy Joel przeżył atak na Uniwersytecie, trzeba było poczekać aż dwa tygodnie.
Jest to istotne, ponieważ 8 odcinek jest przedostatnim, a fabuła zdaje się rozwijać niespiesznie. Do tego coraz bardziej rzucają się w oczy pewne schematy, które można by uznać za wadę, zwłaszcza jeśli nie miało się styczności z oryginałem. Tymczasem twórcy zaserwowali więcej akcji i zrobili to w sposób bardzo wierny grze, więc naturalnie czyni go to kandydatem do topki sezonu.
JEST AKCJA, A CO Z ZASKOCZENIEM?
Muszę przyznać, że osobiście czułem pewien niedosyt. Otóż tym razem twórcy nie poszerzyli historii w znaczący sposób, który w naturalny uzupełniłby oryginał. Tak do tej robiły niemal wszystkie epizody. Dlatego dla przykładu trzeci epizod zrobił na mnie największe wrażenie, bo mimo znajomości wydarzeń, serial potrafił wzbudzić mnie zaskoczyć i wzbogacić moją wiedzę o The Last of Us.
Co prawda, ósmy odcinek dał przestrzeń, by lepiej poznać Dawida i jego grupę. Jednak ponownie uczyniono to w taki sposób, że odniosłem wrażenie, iż oglądam proceduralny serial ze „złoczyńcą tygodnia”. Co więcej, mimo iż są dorzucane intrygujące aspekty, jak obecność religii wydają mi się nie tylko niewykorzystane, ale wręcz zbędne. Dla mnie to kolejny objaw niekonsekwencji. Otóż gdy jedne wątki dostają cały odcinek na to, by wybrzmieć, inne pojawiają się tylko na chwilę. I nie zmienia tego nawet obecność Troya Bakera, który w oryginale użyczył głosu Joelowi.
Ponadto nie do końca podoba mi się, jak przedstawiono Davida. Śmiem nawet twierdzić, że to właśnie w jego osobowości poczyniono największe zmiany. Otóż w grze był on przedstawiony jako człowiek, który i wyglądem i sposobem bycia budził strach i obrzydzenie. Tymczasem jego serialowy odpowiednik przypomina raczej obłąkanego szaleńca, który budzi politowanie, a nie groźnego dowódcę grupy kanibalów. Ba, nawet lekko zmienione spotkanie Ellie z ozdrowiałym Joelem, mimo iż trochę zmienia wydźwięk sceny nie wzbudziło we mnie tak mieszanych odczuć jak wątek Dawida.
OSTATNIE SŁOWO PRZED FINAŁEM
Za tydzień serial dobiegnie końca i mam co do tego pewne obawy, ponieważ finał będzie trwał raptem 45 minut. Mając wiedzę, co zawierają zwiastuny, widziałem potencjał na minimum godzinne zakończenie. Tymczasem prawdopodobnie ostatni odcinek będzie tak jak ósmy poprowadzony od linijki. Oznacza to, że mnie nie zaskoczy i nie wzbudzi większych emocji.