The Last of Us (HBO) – 6 odcinek oczami fana gry
To już szósty tydzień z The Last of Us (HBO). To adaptacja gry, którą dobrze znam. Mimo to nadal potrafi zaskoczyć i wywołać emocje.
THE LAST OF US (HBO – 6 ODCINEK, CZYLI STRZELASZ CZY ZAPŁADNIASZ?
Ostatni odcinek był na tyle angażujący i emocjonujący, że potrzebowałem chwili, aby spisać swoje przemyślenia. Dlatego spodziewałem się, że 6 odcinek The Last of Us (HBO) zaoferuje trochę wytchnienia, a dyskusja na Po(gra)dane nie będzie burzliwa. Tymczasem zaskoczyło mnie, że mimo znajomości wydarzeń najnowszy epizod wpłynął na moje emocje.
Najpierw warto zacząć od początku, który stara się być pewnym upamiętnieniem końca wątku Sama i Henry’ego. Do tej pory żaden odcinek nie robił żadnego przypomnienia, tylko szedł dalej swoim torem. Rozumiem, że był to na tyle mocny i istotny moment w historii, że warto to podkreślić. Jednak moim zdaniem lepiej by było, gdyby odcinek zaczynał się od sceny pogrzebu, którą fani zostali pożegnani w zeszłym tygodniu.
Potem przychodzi czas na dalsze wydarzenia, jednak twórcy ponownie zaskoczyli i wprowadzili zupełnie nowe postacie, aby pokazać, że świat nie kończy się na Joelu i Ellie. Moim zdaniem to materiał na samodzielną opowieść, bo dla właściwego rozwoju fabuły obecność Marlona i Florence nie ma większego znaczenia. Jednym słowem – jest tylko po to, aby popchnąć głównych bohaterów do Jackson, które wygląda jak żywcem wyjęte z drugiej części gry.

6 ODCINEK THE LAST OF US (HBO) = RODZINA
Perspektywa spokojniejszego odcinka, otrzymanie rad od starszego małżeństwa czy pewne zmiany w fabule nie sprawiła jednak, że protagoniści zostali pozbawieni sytuacji, które budują napięcie. Dlatego nie do końca zgadzam się z opiniami, że w tym odcinku nic się nie dzieje. Mogę się jedynie doczepić do logiki w scenie z psem i do finału odcinka, który odbywa się w uniwersytecie. To był moment, by dać kolejną dawkę akcji, a tymczasem było jej niewiele i ten segment jest za krótki.
Jednak ten odcinek miał budzić emocje na płaszczyźnie relacji międzyludzkich. Moim zdaniem z tego zadania wywiązuje się znakomicie. Ogólnie serial lepiej nakreśla więź między głównymi bohaterami. Widać to po ikonicznej kłótni czy rozmowie na osobności Joela z Tommym, na których uroniłem niejedną łzę. Dlatego myślę, że ten odcinek jest popisem umiejętności Pedro Pascala. Do tej pory nie mogłem się przekonać do jego castingu, ale teraz całkowicie kupuję go jako Joela. Co więcej, sprawił on, że teraz rozumiem pewne decyzje, które oryginalny Joel podjął w The Last of Us Part II.
NEVER LET ME DOWN AGAIN
Powoli zmierzamy do końca serialu. Teoretycznie zostały jeszcze 3 odcinki, ale myślę, że 6 odcinek zalicza się do grona najlepszych w pierwszym sezonie. Z racji, że jestem fanem napięcia budowanym także w dialogach, to teraz dostałem praktycznie wszystko, czego oczekiwałem od tego serialu. Dlatego już z całkowitym spokojem czekam na odcinek Left Behind, który będzie poświęcony przeszłości Ellie.