The Last of Us (HBO) – 2 odcinek oczami fana gry
THE LAST OF US (HBO) – Oglądać dalej czy odpuścić po pierwszym odcinku?
W zeszłym tygodniu, gdy debiutował serial The Last of Us od HBO na HBO Max, podzieliłem się swoimi pierwszymi wrażeniami. Miały one za zadanie stanowić preludium do epizodu podcastu Po(gra)dane, który w całości skupiał się na omówieniu premierowego odcinka wyczekiwanej produkcji.
Ta formuła spodobała mi się na tyle, że zamierzam ją kontynuować w najbliższych tygodniach. A powód jest prosty — nie czekam do telewizyjnej premiery na HBO, tylko oglądam go zaraz po tym, jak jest udostępniany na HBO Max o 3 w nocy. Dlatego uważam, że dobrze jest podzielić się swoją opinią niedługo po seansie, a potem ją rozwinąć w specjalnie przygotowanym pod to formacie.
PIERWSZY TEST DLA THE LAST OF US (HBO) – NEIL DRUCKMANN PO RAZ PIERWSZY REŻYSERUJE ODCINEK
Nie ukrywam – myślałem, że pilot celowo nie odbiegał od pierwowzoru, aby zachęcił graczy, którzy dzięki temu polecą serial osobom niezaznajomionych z oryginałem. Natomiast z każdym kolejnym tygodniem, ta historia byłaby reinterpretowana na nowo.
Było to możliwe już przy drugim odcinku. Otóż reżyserem był sam Neil Druckmann — reżyser i współscenarzysta oryginalnej gry. Z racji, iż w 2013 roku napisał on scenariusz we współpracy z Bruce’m Straleyem (który nie został wspomniany, chociażby w napisach końcowych) a fabuła kontynuacji była już w pełni jego dziełem, to obawiałem się, że teraz będzie chciał wykorzystać to, że Mazin jest przede wszystkim reżyserem, a on głównym scenarzystą i nikt nie będzie mu mówił, jak ma poprowadzić fabułę, którą wykreował. Na szczęście rollercoaster znany z The Last of Us Part II nie miał miejsca.
2. ODCINEK THE LAST OF US (HBO) – CZY JEST RÓWNIE DOBRY, CO PILOT?
Mimo tego, że pierwsze 15 minut ponownie wprowadza retrospekcję, która ma nam przybliżyć początek pandemii (i robi to świetnie), co może być wkładem Craiga Mazina, to cała reszta pokrywa się z tym, co działo się w grze. I robi to tak dobrze, że mimo znajomości materiału, śledziłem kolejne sceny z zapartym tchem. Co więcej, wciągnąłem się tak bardzo, że w momencie pierwszego starcia z klikaczami czułem napięcie, jakbym to ja ponownie przechodził ten etap. Jednym słowem — udało mi się osiągnąć absolutną immersję.
W porównaniu z otwarciem sezonu drugi odcinek był bardziej zwarty, więc nie mogło być mowy o wielu zmianach. Te oczywiście się pojawiły, ale nie zaburzały dynamikę, jak robiły to sceny dodane do prologu opowieści. Największe różnice miały miejsce przy pamiętnej scenie w ratuszu. Aczkolwiek te ponownie są logiczne – no może poza jedną związaną z Tess, ale z drugiej strony dodaje ona dramaturgii zaistniałej sytuacji. To sprawiło, że skończyłem seans, mając łzy w oczach. Wniosek jest prosty — nawet jeśli jest się przygotowanym na to, co się wydarzy, to zawsze istnieje sposób, aby zaskoczyć świadomego widza.

PODSUMOWANIE
Widziałem opinie i oceny, że drugi odcinek The Last of Us od HBO jest jeszcze lepszy niż pierwszy, przez co na IMDB miał nawet ocenę 10/10. Po kilku godzinach spokojnego namysłu jestem w stanie to zrozumieć. Aczkolwiek uważam, że ten epizod utrzymał jedynie wysoki poziom poprzednika i nic ponadto. Dla mnie prawdziwym testem będzie odcinek 3, który ma być wartością dodaną w kontekście historii Billa i Franka. Po tym, co dostałem w tym tygodniu, naprawdę nie moge się tego doczekać.
