Popiór – Pomarlisko – recenzja
Popiór — Pomarlisko to debiut obarczony sporą odpowiedzialnością. Niezależnie od tego, jaki jest, nosi ciężkie brzemię bycia następcą ostatniego albumu zespołu z historią — Kat i Roman Kostrzewski. Z tego powodu nowej kapeli Jacka Hiro i Jacka Nowaka nie uda się uciec od porównań. Jednak dzięki temu można sprawdzić, czy płyta jest dobra sama w sobie i broni się także z innym wokalem.
POPIÓR JAKO KONTYNUACJA
Gdyby nowy Popiór ukazał się z wokalem i tekstami Romana Kostrzewskiego to mielibyśmy do czynienia z powtórką z rozrywki. Oczywiście to nadal kawał porządnej muzyki. Jednak jest na tyle podobny do tego, co słyszeliśmy w 2019 roku, że z pewnością dostałby łatkę albumu z odrzutami. Natomiast obie iteracje Kata przyzwyczaiły odbiorców do tego, że każde kolejne wydawnictwo, mimo pewnych cech wspólnych, było inne od poprzedniego.
Co prawda da się zauważyć pewne różnice czy nawiązania do ostatnich albumów legendy nagranych w najsłynniejszym składzie. Jednakże można to porównać do tego jak było i jest odbierane Szydercze Zwierciadło w zestawieniu z Różami miłości. Dlatego myślę, że wydanie Pomarliska z nowym wokalistą to, tak czy inaczej, dobry pomysł.
POPIÓR JAKO NOWE ROZDANIE
Nowe utwory to kompozycje o progresywnym charakterze. Posiadają one dużo riffów, a znacznie mniej melodii. Z tego powodu trudno o wpadający w ucho refren, bo nawet jeśli takowy już się pojawi, to nie wraca zbyt często. Także słuchanie tego albumu wymaga sporej uwagi i kilku przesłuchań. Tym bardziej że większość numerów bazuje na jednym schemacie, przez co z czasem zlewają ze sobą. Najbardziej jest to zauważalne przy Marnym wyciu hien i Cieniu starych cmentarnych drzew, które najmocniej odróżnia krótka zagrywka basowa w refrenie tego pierwszego. Aczkolwiek myślę, że na koncertach spełnią swe zadanie i będą się świetnie nadawać do pogowania czy moshowania.
Gdyby Roman zdążył wziąć się za te utwory, pewnie zdołałby stworzyć linie melodyczne, które nie tylko by odróżniały te numery, ale i je wzbogacały. Jednak w obecnej sytuacji trudno się dziwić, iż Chris Hofler podszedł do swej roli bezpiecznie i wpływa to na taki, a nie inny odbiór piosenek oraz stwarza wrażenie, że miejscami ginie w tle.
Zaskakuje to o tyle, że jego zespół Deathyard gra relatywnie podobną muzykę i tam ewidentnie wokalista pozwala sobie na dużo więcej. Natomiast na Pomarlisku jedynymi momentami, w których urozmaica swoje partie, są Czarny Bal oraz utwór tytułowy.
A szkoda, bo kiedy porzuca nieco teatralną manierę, potrafi zaimponować, chociażby wskoczeniem na wysokie rejestry, przypominającymi szaleńcze zaśpiewy Romana z czasów pierwszych dwóch płyt Kata. Dlatego daleki jestem od uznania wokali Chrisa za słaby element tego wydawnictwa. Za to jestem zdania, że nie wykorzystują one swojego potencjału i budzą niedosyt.
POZBAWIenie PIÓRA
Za największą bolączkę uważam z kolei teksty. Jasne, było to do przewidzenia, że w tym aspekcie trudno będzie zastąpić Mistrza. Jednakże nie sądziłem, że różnica będzie aż tak odczuwalna. Nie zarzucam tego, że są o niczym, albo że są pozbawione ciekawych metafor i epitetów. Choć nie ma co ukrywać, że autor niejednokrotnie zapożycza najbardziej charakterystyczne zwroty z napisanych dawniej tekstów. Po prostu tematyka jest bardziej romantyczna i przyziemna, więc zainteresowani nie powinni mieć problemu ze zrozumieniem, co poeta miał na myśli.
Problem stanowi brak finezji i gracji, co łatwo zauważyć, gdy spojrzy się na oryginalnego Popióra. Już tam muzyka bywała tak gęsta, że byłem pod niemałym wrażeniem, że Romanowi udało się znaleźć miejsce na swoją poezję. Jednak nawet nastawione na bezpośredni przekaz teksty pisał tak, aby kolejne słowa były wypowiadane, jakby płynęły wraz z muzyką. Tymczasem liryki na Pomarlisku są tak toporne, że ma się wrażenie, iż wokalista, jeśli nie ma do czynienia z balladą lub wolniejszymi fragmentami kompozycji, goni za podkładem lub jest całkowicie od niego oderwany. Żywię jednak nadzieję, że jest to coś, co można w przyszłości dopracować.
MELODIA PRZYSZŁOŚCI, JAZDA NA NOSTALGII CZY PROFANACJA SENTYMENTU?
Nie ma co ukrywać, że nową kapelę Jacka Hiro napędzają ogromny sentyment i oczekiwania wobec namaszczonego spadkobiercy. Dlatego nic dziwnego, że Pomarlisko jest obecnie bestsellerem w Empiku, a kluby podczas koncertów prawdopodobnie będą wypełnione do ostatniego miejsca. Roman Kostrzewski i Kat mają w Polsce taki status, że wszystko, co z nimi związane budzi zainteresowanie i kontrowersje.
Pomarlisko miało być częścią katowskiej historii i to słychać. Z tego powodu trudno w tym momencie stwierdzić, jaką przyszłość przed sobą ma Popiór. Jeśli ten projekt przetrwa próbę czasu, to drugi album będzie prawdziwym sprawdzianem. Przez dekady nie było drugiego takiego zespołu jak Kat oraz Kat i Roman Kostrzewski, dlatego dla wielu jest on wyczekiwanym następcą. Jednak myślę, że jego autorski debiut jest nie tylko nadzieją dla fanów, ale także solidnym punktem wyjściowym do budowy fundamentów własnej tożsamości.