The Last of Us (HBO) – 9 odcinek oczami fana gry

„Czy to jest to, na co liczyłaś?” To pytanie jest puentą nie tylko dla 9. odcinka The Last Of Us, ale i całego serialu, który dobiegł końca. Ze swojej strony mogę napisać, że dokładnie na to liczyłem, choć nie wszystko było idealne, podobnie jak w oryginale.

ŻADNYCH PÓŁŚRODKÓW, DOPROWADŹMY THE LAST OF US DO KOŃCA

Muszę przyznać, że ostatni odcinek The Last of Us był tym, który mnie najbardziej ciekawił. Jednocześnie budził u mnie najwięcej obaw. Zwłaszcza że 45 minut wydaje się za krótkim metrażem dla finału sezonu, który wcześniej nie bał się eksperymentowania z długością. Do tego w sieci można było przeczytać wypowiedzi aktorów, którzy twierdzili, że podzieli on fanów. A wiedząc, jak polaryzujący był oryginalny koniec, chęć zmiany go w serialu wcale nie wydawała się nierealna.

Jednak osoby, które znają grę, mogą być spokojne. Finał jest taki, jak powinien być. Co więcej, trwa nawet tyle samo, co oryginał, jeśli wytniemy z niego elementy gameplayowe. Co prawda jest jedna scena akcji, ale została przedstawiona w formie montażu. Dla mnie oglądanie jej było poniekąd metaforą tego odcinka. Otóż wydawało mi się, że cały epizod stara się pospiesznie dobrnąć do końca. Nie, żeby mi to psuło odbiór jakoś szczególnie. Jednakże zrodziło we mnie pytanie — skoro finał jest taki krótki to czy poświęcanie kilkunastu minut na retrospekcje, a nawet całych odcinków na inne wątki poboczne było tak naprawdę potrzebne?

W przypadku ostatniego epizodu odpowiedź nie jest taka oczywista. Naturalnie, scena z matką Ellie jest nie tylko ważna, ale i ma w sobie trochę uzasadnionej akcji. Jednakże odnoszę wrażenie, że mogła być odrobinę krótsza. Tym bardziej, że nie do końca wyjaśnia, dlaczego Ellie jest odporna. Dzięki temu starczyłoby czasu na np. dodanie sekwencji w tunelu. Co prawda, sam nad tym nie ubolewam, bo uważam, że ta druga miała za zadanie sztucznie wydłużyć czas. Jednak muszę przyznać, że to uwydatniło problemy, które sprawiają, że pierwszy sezon The Last of Us pozostawia pewien niedosyt. Zwłaszcza jeśli spojrzymy na scenę, w której Ellie podaje drabinę Joelowi. Do tej pory nie miała zbyt wielu okazji do współpracy z nim, więc trochę jej obecność wydaje się nie pasować do całości.

CZY TO JEST TO, NA CO LICZYŁEM?

Mimo wszystko, jako fan gry doceniam to, co Craig Mazin zrobił z materiałem źródłowym. Istnieje szansa, że jako autonomiczne dzieło The Last of Us z 2023 r. nie zapisze się w historii jako coś nadzwyczajnego. W pełni to rozumiem, bo jest to historia, którą da się znaleźć w wielu innych serialach, a nawet filmach. Jednak z pewnością będzie przełomem dla przyszłości adaptacji gier wideo. Wręcz będzie takim samym wyznacznikiem dla tego typu produkcji, jakim dla branży gamingu był 10 lat temu oryginał autorstwa Naughty Dog.