Judas Priest – Firepower kończy 5 lat

Ostatnio Rob Halford wszedł do studia, by nagrać wokale na nowy album Judas Priest, który ma się ukazać w przyszłym roku. Tymczasem w międzyczasie minęło 5 lat od premiery Firepower.

ALE TEN CZAS LECI!

Trochę trudno w to uwierzyć, bo wciąż pamiętam jakby premiera była wczoraj. Jest to zasługa tego, że Heavy Metal Pages, z którym wówczas współpracowałem, był patronem medialnym albumu. Dlatego nie tylko miałem okazję go recenzować i otrzymałem swój egzemplarz, ale i jak się okazało także cały nakład przeznaczony dla redakcji. Ponadto niedługo później poznałem Bartka Pasiaka, który wtedy był początkującym i obiecującym recenzentem, a dziś jest znanym z profilu Pasem Po Czole publicystą.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Jednak premiera Firepower wydaje się nie tak odległa, ponieważ sam materiał wciąż brzmi niezwykle świeżo. Ba, często można spotkać się z opinią, iż jest to najlepszy album od czasu kultowego Painkillera. Osobiście zgadzam się z nimi i zaliczam go do grona moich ulubionych albumów Judas Priest. Aczkolwiek jest jeszcze jeden powód, dla którego jest to ważny krążek w dyskografii zespołu.

ZNAK JAKOŚCI I TESTAMENT GLENNA TIPTONA, GITARZYSTY JUDAS PRIEST

Niedługo po premierze Firepower zespół miał ruszyć w trasę, na której nie tylko promowałby materiał, ale i świętował 50-lecie działalności. Jednak wówczas okazało się, że wieloletni gitarzysta Glenn Tipton nie będzie mógł wystąpić z grupą z powodu postępującej choroby Parkinsona.

Co prawda, wciąż pozostaje częścią zespołu i nadal ma udział w procesie twórczym, a na swojego koncertowego następcę wybrał Andy’ego Sneapa, który wyprodukował Firepower.

Jednak po publikacji tej informacji zarówno teledyski, jak i muzyka nabrały innego znaczenia i patrzy się na nie inaczej. Szczególnie da się to zauważyć, podczas czytania takich tekstów jak Never The Heroes, Rising From Ruins czy No Surrender. Ten ostatni jest zresztą chyba najdobitniejszym dowodem, że w obliczu nieprzewidzianych sytuacji, tekst zyskuje drugie dno.

Dlatego po ogłoszeniu choroby Tiptona, utwór ten został mu niejako dedykowany. Natomiast promujący go teledysk często skupia się na postaci Glenna. Co więcej, od tego utworu wzięło się motto fundacji Glenn Tipton’s Parkinson Foundation uruchomionej w czerwcu 2018. Oznacza to, że wystartowała cztery miesiące po ujawnieniu choroby gitarzysty.

FIREPOWER – 5 LAT PÓŹNIEJ

Mam wrażenie, że gdyby miałby to być ostatni album zarówno dla Glenna Tiptona, jak i samego Judas Priest to byłoby to godne pożegnanie. Firepower to album pełen świetnych numerów, energii, która nie zdradza, że członkowie Judas Priest są już w większości starszymi panami.

Aczkolwiek słuchając go, czuję, jakby został nagrany w zupełnie innych czasach. Podejrzewam, że gdyby powstawał dziś, to mógłby być bardziej refleksyjny, spokojniejszy, a może nawet mroczniejszy. Dlatego tak samo jak 5 lat temu z ciekawością czekam na to, co Judas Priest zaprezentuje w niedalekiej przyszłości.